Jeśli chodzi o znalezienie pretekstu do jedzenia, jesteśmy mistrzami racjonalizacji - twierdzi Jessie De Witt Huberts, pierwszy autor pracy. Jeśli tylko trochę się zastanowimy, znajdziemy wiele argumentów za tym, by jednak zjeść. Potrafimy wynajdywać najrozmaitsze preteksty dla sięgnięcia po kolejny kawałek ciasta. Wymówki mogą być różne. Mówimy sobie: to był ciężki dzień, jutro idę na siłownię, należy mi się, to specjalna okazja, nieelegancko byłoby odmówić. I wystarczy.
Takie myślenie wprowadza nas na równie pochyłą. Te naprędce wymyślane wymówki rujnują nasz wypracowany system obronny, wytrącają ze schematu, w jaki zwykle sobie odmawiamy. W normalnej sytuacji mamy zasady, kiedy nie pozwalamy sobie na nic, a kiedy możemy sobie nieco odpuścić. W takiej nagłej sytuacji łatwiej nam przychodzi te zasady porzucić. Szczególnie podatni jesteśmy wtedy, gdy ktoś nas pochwali albo mamy na koncie dobry uczynek. Czujemy, że jakaś nagroda nam się należy i... dietę diabli biorą.