Amerykańskie służby są oszczędne w udzielaniu informacji na ten temat. Wszystko wskazuje na to, że jeden z zatrzymanych nadał walizkę na zupełnie inny lot. Gdy zauważono, że nie ma go na pokładzie, wszczęto alarm. Samolot w tym czasie doleciał z Chicago do Waszyngtonu. Mężczyzna wraz ze swoim kompanem leciał w tym czasie inną maszyną do Amsterdamu.
Co było w walizkach? Między innymi butelki z szamponem, do których przyczepione były zegarki oraz telefony komórkowe. Wszystko miało wyglądem przypominać bombę. Był to prawdopodobnie test, próba sprawdzenia, jak skuteczna jest kontrola na amerykańskich lotniskach. Mężczyźni odpowiedzą za przygotowywanie zamachów terrorystycznych.