Decyzję o wysłaniu sygnału zapowiadającego lądowanie awaryjne i o samym lądowaniu w Szkocji podjął kapitan. W kokpicie pilotów zapaliła się kontrolka sygnalizująca pożar w luku bagażowym. Kapitan zdecydował więc o posadzeniu maszyny na najbliższym lotnisku.
Dopiero po ewakuowaniu pasażerów służby lotniskowe i strażacy otworzyli luk bagażowy - nie było tam ani ognia ani dymu. Teraz trwa sprawdzanie systemów alarmowych samolotu. Nie jest wykluczone, że zepsuła się sygnalizacja pożarowa.
Pilot poprosił o asystę służb bezpieczeństwa. Na płycie czekała straż pożarna, która pilnowała samolotu aż do jego zatrzymania się na płycie - usłyszał nasz dziennikarz od służb lotniska.
Pasażerowie zostali spokojnie wyprowadzeni z samolotu i przewiezieni do hali odlotów.
W tym momencie pilot ocenia, czy jego maszyna może dalej lecieć - dodają pracownicy szkockiego portu.
LOT planuje wysłanie dwóch samolotów po pasażerów dreamlinera. Ostateczna decyzja zależy od tego, jak długo potrwa przegląd techniczny, i na ile poważna jest usterka samolotu.
W PLL LOT reporter RMF FM Krzysztof Zasada usłyszał, że przewoźnik robi wszystko by pasażerowie feralnego lotu jeszcze dziś wylądowali w Warszawie.
Dreamliner LOT-u wylądował w Glasgow po kilku godzinach lotu nad oceanem. Wystartował z lotniska O'Hare w Chicago, leciał do Warszawy.
Informacje o awaryjnym lądowaniu pojawiły się na Twitterze, m.in. na profilu AirLiveNet i Flightradar24:
Więcej informacji wkrótce.