11-miesięczny chłopiec, który cierpiał na niezwykle rzadką chorobę genetyczną, zmarł w piątek w hospicjum, gdzie odłączono aparaturę podtrzymującą jego życie. O przeniesieniu dziecka do hospicjum zdecydował wczoraj sąd. Walkę rodziców o życie niemowlaka śledził cały świat. Swoje wsparcie oferowali m.in. Papież Franciszek i prezydent USA Donald Trump. Choroba, na którą cierpiał Charlie, powodowała stopniowe niszczenie mózgu i mięśni, a także wielopoziomowe zaburzenia układu odpornościowego i nie pozwalała na samodzielne funkcjonowanie organizmu bez wyspecjalizowanej opieki medycznej.

Walkę rodziców o życie Charliego śledził cały świat /ANDY RAIN /PAP/EPA

Chłopiec, który cierpiał na niezwykle rzadkie schorzenie genetyczne, nie był w stanie ruszać rękoma ani nogami, nie widział, nie słyszał i nie oddychał samodzielnie.

Rodzice dziecka - Connie Yates i Chris Gard - walczyli o prawo przewiezienia Charliego do Stanów Zjednoczonych  i poddania go eksperymentalnej metodzie leczenia, która nie była nigdy wcześniej testowana. W chwili, gdy okazało się to niemożliwe, domagali się przewiezienia syna do domu, by tam się z nim pożegnać.

We wszystkich przypadkach ustanowiony prawnie przedstawiciel Charliego, który kierował się najlepszym interesem dziecka, a także prawnicy szpitala przekonywali, że dalsze podtrzymywanie chłopca przy życiu wyczerpuje znamiona uporczywej terapii i powinno zostać przerwane, a szpital ze względów technicznych nie jest w stanie zapewnić dziecku długoterminowej opieki w hospicjum.

W czwartek sąd zdecydował o zatwierdzeniu przedstawionych przez szpital planów przetransportowania 11-miesięcznego Charliego Garda do hospicjum, w którym odłączona zostanie aparatura podtrzymująca jego życie.

Rodzice walczyli o syna także w sądzie apelacyjnym i Europejskim Trybunale Praw Człowieka. Obie sprawy przegrali.

Pomoc oferowali papież Franciszek i Donald Trump

Sprawa Charliego Garda wzbudziła ogromne emocje na całym świecie. Swoją pomoc oferowali m.in. papież Franciszek i prezydent USA Donald Trump, a zespół szpitala GOSH był zmuszony poprosić o dodatkowe wsparcie policji, ponieważ lekarze i pielęgniarki otrzymywali listy z groźbami śmierci.

Po czwartkowej decyzji sądu władze szpitala zapewniły, że w sprawie Charliego "zrobiły absolutnie wszystko, co mogły", i wyraziły ubolewanie, że różnica zdań między szpitalem a rodzicami musiała zostać rozstrzygnięta w sądzie.

Dziś Connie Yates i Chris Gard poinformowali o śmierci swojego syna. Nasz cudowny chłopczyk odszedł. Jesteśmy z Ciebie dumni Charlie - powiedziała matka. Dziecko zmarło tydzień przed swoimi pierwszymi urodzinami.

(łł)