Słowaccy biegli stwierdzili, że śmigłowiec w chwili wypadku był sprawny technicznie i jego awaria nie mogła spowodować tej katastrofy.
Maszyna uderzyła w przewody wysokiego napięcia rozwieszone wysoko nad wąwozem, w którym płynie rzeka Hornad. Eksperci stwierdzili, że lot odbywał się tuż przed zachodem słońca. I to właśnie nisko padające promienie słoneczne prawdopodobnie oślepiły pilota i spowodowały, że nie zauważył zagrożenia.
Zginęła cała 4-osobowa załoga. Jedną z ofiar katastrofy był szef Horskiej Służby w Słowackim Raju. Maszyna leciała po 10-letniego chłopca, który złamał sobie nogę. Młodego turystę z Niemiec przetransportowała do szpitala inna grupa ratowników.
(es)