RMF24 RMF FM RMF MAXX RMF CLASSIC RMF ON
RMF24

Narodowy Bank Polski w Koziej Wólce

Publikacja: Poniedziałek, 11 stycznia (06:47) Aktualizacja: Poniedziałek, 11 stycznia (06:00)

W sporze o Trybunał Konstytucyjny, którego jesteśmy świadkami (a który wywołał – o czym warto pamiętać - poseł Kropiwnicki z PO swoją pazernością), pojawił się wątek, który niektórych trochę rozśmieszył, ale nagle zdechł. To sugestia, że siedzibę Trybunału Konstytucyjnego można by ulokować poza Warszawą. Chciałbym zachęcić Państwa do poważnego namysłu nad tą propozycją.

Po pierwsze - to argument równomiernego rozwoju kraju. Każda instytucja centralna przyciąga kadry nie tylko w niej zatrudnione. Idą za nią dziennikarze, komentatorzy, lobbyści, politycy itd. Wg prognoz demograficznych polskie miasta będą wymierać. Panowie z GUS-u prognozują, że za dwadzieścia-trzydzieści lat liczba mieszkańców w takich miastach jak Opole, Kielce, Radom i dziesiątki innych zmniejszy się co najmniej o połowę. Najpierw uciekną z nich młodzi, potem elity techniczne i humanistyczne. Zostaną starcy i ci, którzy od życia już niewiele będą chcieli. To widać już dziś - spróbujcie rano dojechać do Warszawy lub Krakowa. A gdzie indziej pustki - osamotniony urząd wojewódzki konkuruje ze szpitalem o tytuł największego zakładu pracy. Nowe instytucje zatrzymałyby lub co najmniej osłabiły ten trend.

Po drugie - to koszty administracyjne. Koszt wynajmu i utrzymania powierzchni biurowej w Kielcach, Tarnowie czy Włocławku jest nieporównywalnie mniejszy niż w Warszawie. Wiem coś o tym, bo swego czasu wykonywałem obowiązki zarządcy rządowych nieruchomości. Jak widziałem te rachunki za wodę, ogrzewanie, energię elektryczną, za mieszkania służbowe oddawane w Warszawie do dyspozycji ściąganych z Polski urzędników, to czasem chwytałem się za głowę. A administracja się jeszcze rozrosła (w porównaniu do "moich" czasów podwoiła). Dziś urzędy centralne rozsiadły się w komercyjnych biurowcach na warszawskim Służewcu, Woli czy Ochocie. Zamiast w starej kamienicy rządowej lepiej urzędować w nowoczesnym biurowcu  za trzydzieści parę euro za metr kwadratowy. I nie martwic się o okablowanie, przestronne hole i kilkudziesięciometrowe gabinety.

Po trzecie - to koszty wykonywania zadań. Najstarsi Ślązacy pamiętają, że w Katowicach mieściło się Ministerstwo Górnictwa i Energetyki. Bo tak głupio się złożyło, że węgiel kopiemy głównie na Śląsku. Siedziba Orlenu jest w Warszawie, a główny zakład produkcyjny w Płocku. Wszak sprzątaczki warszawskie nie są chyba tańsze niż płockie (z szacunkiem dla jednych i drugich). Siedziba PGE jest Warszawie, a największy zakład produkcyjny (po którego biurach hula wiatr) jest w Bełchatowie. Kraków dorównuje Warszawie potencjałem kulturalnym, a tradycjami bije ją na głowę. I tak dalej i tak dalej. Na moje oko można z Warszawy już dziś wyprowadzić kilkanaście tysięcy urzędników i nie wymaga to żadnych aktów prawnych, więc Trybunał Konstytucyjny tego nie zablokuje.

Po czwarte - przykłady zagraniczne. Niemcy, Czesi, Słowacy i wielu innych. To co sam widziałem. Minister Spraw Wewnętrznych urzędują w Berlinie, a jego resort siedzi w Bonn, a poszczególne podległe mu służby jeszcze w innych miastach. Całe państwowe szkolnictwo mundurowe (Akademie Wojskowa i Policyjna) są w kilkunastotysięcznym Rużemberoku. W Berlinie ani w Bratysławie nie ma żadnego sądu najwyższego, są one w dużo mniejszych miastach.

Co zostałoby w Warszawie. Sejm, czyli trochę śmiechu i Prezydent - czyli marsze i parady. Zaś przede wszystkim Warszawa stałaby się miastem dla ludzi, a nie dla urzędników. Rozważcie to sobie Państwo.

Źródło:  
Tagi: Warszawa
Dalsza część artykułu pod materiałem video: