Do tragedii doszło na początku sierpnia w okolicach Działoszyna. 36-letnia matka wypoczywała razem z piątką dzieci i asystentką rodziny z opieki społecznej na dzikim kąpielisku nad Wartą. Nurt rzeki porwał czworo kąpiących się dzieci - dwie dziewczynki: 7-letnią Hanię i 11-letnią Kasię oraz ich dwóch braci - 14-letniego Mieczysława i o rok starszego Andrzeja. Jeszcze tego samego dnia wyłowiono z rzeki trójkę rodzeństwa. Mimo reanimacji nie udało się ich uratować. Ciało 14-latka odnaleziono dwa dni później pół kilometra od miejsca tragedii.
Matka dzieci, ze względu na stan zdrowia, została przesłuchana dopiero po kilku tygodniach od tragedii. Według śledczych zeznała, że tego dnia dzieci bardzo chciały wykąpać się w rzece. W miejscu dzikiego kąpieliska było płytko i nie zdawała sobie sprawy, że w pewnej odległości od brzegu jest znacznie głębiej. Próbowała ratować dzieci, ale sama musiała trzymać się gałęzi, bo nurt rzeki był zbyt silny.