Nowy program budowy dróg, który przedstawiła PO, traktuję na równi z tym z 2007 r. przygotowanym przez PiS. To populistyczna makulatura pisana pod wybory – ocenia Robert Chwiałkowski ze stowarzyszenia Siskom. Realnie patrząc, plany do 2023 r. trzeba okroić o blisko 1/3 w stosunku do tego, co zostało przez rząd przedstawione – ocenia.
Premier zapowiedziała, że do 2023 r. powstanie 3,9 tys. km nowych dróg krajowych. W poprzedniej wersji było ponad 2,2 tys. km na liście podstawowej i niespełna 800 km na rezerwowej, której finansowanie było uzależnione od ewentualnych oszczędności na realizowanych kontraktach.
W nowej wersji znalazły się trasy, w przypadku których procedura projektowa i uzyskiwania zezwoleń budowlanych jest mało zaawansowana - pisze "Dziennik Gazeta Prawna". Dlatego też daty zakończenia prac są odległe i wybiegają poza horyzont programu. Dotyczy to m.in. drogi S10 z Płońska do Torunia - miałaby powstać w latach 2018–2027, trasy S19 Białystok – Lubartów, która miałaby powstać w latach 2018–2024, trasy S11, która w ciągu najbliższych lat miałaby przeciąć prawie całą Polskę: od Koszalina w rejon Poznania, a dalej przez Kępno na Śląsk. Pod znakiem zapytania stoi S74, biegnąca z rejonu Piotrkowa Trybunalskiego przez Kielce w rejon Stalowej Woli, która według rządu miałaby być gotowa w 2023 roku.
Więcej na ten temat w dzisiejszy wydaniu "Dziennika Gazety Prawnej".