Kowalczyk wyszarpała złoty medal na ostatnich stu, dwustu metrach. Pod względem taktycznym rozegrała ten bieg fenomenalnie. Już w piątek jej trener zapowiadał, że jeśli Justyna ma zdobyć złoto, musi pozostawać w czołówce, ale sama nie nadawać tempa.
I tak właśnie było. Polka czaiła się na trzecim, czwartym miejscu, a na prowadzeniu wymieniały się inne zawodniczki. Wydawało się, że zwycięży Norweżka Steira, bo pędziła jak szalona i odpierała ataki Polki na podjazdach. Ale na samym końcu okazało się, że to Kowalczyk zachowała więcej sił, minęła rywalkę i wpadła na metę niecałe dwie sekundy przed Steirą.
Wszystko zawdzięczam mojemu trenerowi jeżeli chodzi o moje medale. Zawdzięczam mu to, że po dyskwalifikacji się nie załamałam, zawdzięczam mu to, że zdobyłam medal olimpijski i cztery mistrzostwa świata - mówiła już na chłodno nasza złota medalistka dziękując swojemu szkoleniowcowi Aleksandrowi Wierietielnemu:
Kilka godzin po sukcesie Justyny Kowalczyk, w Libercu odbył się konkurs mistrzostw świata w skokach narciarskich na średniej skoczni. I gdy wszyscy czekaliśmy na odrodzenie Adama Małysza,