PiS odwdzięczał się jak mógł przytaczając dane wygodne wyłącznie dla siebie. Punkt kulminacyjny nastąpił, gdy salę obrad opuścił Jarosław Kaczyński: Przyszedł na moment, potem się znudził i wyszedł. To nie może być tak, że teoretycznie, potencjalny premier, nie jest na takiej debacie. Po tych słowach Rostowski grzmiał dalej, że tydzień w Klarysewie najwyraźniej nie wystarczył prezesowi, aby nabrać kompetencji do dyskusji.
Jarosław Kaczyński na salę nie wrócił. Głos zabrał jedynie w kuluarach: Zamiast mówić o kryzysie, to prowadzi wojnę z opozycją, używając przy tym argumentów i słów, których nie powinien używać - mówił o ministrze finansów.
Konkretnych recept na kryzysu wciąż brak, a owa awanturę dedykujemy wszystkim, którzy uwierzyli, że w obliczu kryzysu mogłaby zapanować PO-PiS-owa zgoda.