Zdaniem prokuratury mężczyzna wpuszczał złodziei za pieniądze lub alkohol. Skradzione kości można było potem kupić m.in. na aukcjach internetowych.
W tej sprawie był podejrzany także opolski naukowiec, ale prokuratura oczyściła go z zarzutów, bo znalezione u niego kości pochodziły z czasów, gdy wykopalisko nie było objęte ochroną konserwatorską. Nadal nie wiadomo, kto skradł kości z Krasiejowa i nimi handlował.