Wyników badań jeszcze nie ujawniono. O sprowadzeniu do Iraku wojskowych patologów zdecydowano, gdy pojawiły się wątpliwości co do okoliczności śmierci terrorysty. Początkowo Amerykanie twierdzili, że Zarkawi zginął w czasie nalotu. Potem jednak jeden z Irakijczyków-naocznych świadków zeznał, że tuż po bombardowaniu terrorysta jeszcze żył.
Brytyjskie dzienniki „The Times” i „The Observer” piszą, że al-Zarkawi tuż po nalocie na jego kryjówkę został pobity na śmierć przez amerykańskich wojskowych. Obie gazety powołują się na relacje naocznych świadków.
Śmierć Al-Zarkawiego bardzo pomoże, ale nie zakończy wojny w Iraku – uważa amerykański prezydent George Bush. - Zarkawi nie żyje, ale niebezpieczna misja w Iraku musi być kontynuowana. W nadchodzących tygodniach przemoc w Iraku może się nasilić, bojownicy będą chcieli udowodnić, że są w stanie zabijać bez Zarkawiego - stwierdził amerykański przywódca.
Tłumaczył, że chce jak najszybszego wyjazdu sił USA z Iraku – ale pod warunkiem, że iracki rząd będzie w stanie sam zapewnić bezpieczeństwo w kraju. Bush będzie jutro rozmawiał ze swoimi najbliższymi współpracownikami o dalszej strategii w Iraku.