Sawczenko zaznaczyła, że nie uznaje jurysdykcji rosyjskiego sądu.
Po wyroku kontynuuję głodówkę jeszcze przez dziesięć dni (...). Rosja ma dziesięć dni, żeby odesłać mnie na Ukrainę - zapowiedziała.
Lotniczka podkreśliła, że sąd, który 3 marca odroczył rozprawę do środy, "ukradł jej tydzień życia". Teraz sąd ma tylko tydzień na podjęcie decyzji. Chcecie pokazać swoją siłę, to pokazujcie, ale pamiętajcie, że gramy o moje życie. Stawka jest wysoka i nie mam nic do stracenia - powiedziała Sawczenko, cytowana przez rosyjski dziennik "Kommiersant".
Ostatnie słowo Ukrainka miała wygłosić 3 marca po wystąpieniach prokuratorów i obrońców, jednak tego dnia sąd ogłosił przerwę do 9 marca. Tekst wystąpienia Sawczenko opublikowano w mediach społecznościowych, a w sądzie całe jej wystąpienie odczytał tłumacz.
Adwokat Mark Fejgin powiedział dziennikarzom, że obrońcy próbowali przekonać Sawczenko, by zrezygnowała z głodówki, w ramach której od ubiegłego tygodnia nie przyjmuje również płynów. Jak jednak poinformował adwokat, cytowany przez agencję RIA-Nowosti, Sawczenko odmówiła przerwania protestu.
Według Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej, w 2014 roku, podczas walk w Donbasie, Ukrainka naprowadzała na cel ogień moździerzy, w wyniku czego śmierć ponieśli dwaj dziennikarze państwowej telewizji Rossija.
Na początku marca prokurator Paweł Filipczuk zażądał dla Sawczenko kary 23 lat pozbawienia wolności w kolonii karnej. Według oskarżycieli, wina Ukrainki została "w pełni udowodniona".
Obrońcy lotniczki przekonywali natomiast, że do ostrzału doszło w czasie, kiedy Sawczenko trafiła już do niewoli. Na to, według obrony, wskazują dane z telefonów komórkowych Sawczenko. Adwokaci powołują się również na wskaźnik czasu na nagraniu wideo zrobionym zaraz po wzięciu Ukrainki do niewoli.
(edbie)