Jest taka emocja wśród Polaków - zagospodarowana przez sztab Andrzeja Dudy - która sprowadza się do lęku o to, co się stanie, jeśli prezydent będzie z innej opcji niż rząd. I jak to wpłynie na sprawność państwa podczas kryzysu - również antycypowanym kryzysie gospodarczym - tłumaczył w rozmowie z Onetem Marcin Duma. Na to nakłada się również obawa po stronie wyborców opozycji o to, że wybór prezydenta spoza obozu rządowego może być tytułem do tego, żeby wszystkie niepowodzenia gabinetu Morawieckiego zrzucać na prezydenta i próbować ubrać go w winę za to, że się nie udało - zauważył szef IBRiS.
Duma podkreślił, że między pierwszą a drugą turą będziemy obserwować przepływy wyborców, które powinny premiować kandydata Koalicji Obywatelskiej Rafała Trzaskowskiego. Ale dobry wynik Andrzeja Dudy będzie demobilizował zwolenników opozycji głosujących w pierwszej turze. Chodzi o odebranie im nadziei na to, że Trzaskowski jest w stanie wygrać z urzędującym prezydentem - tłumaczył. Druga rzecz, o którą Andrzej Duda bije się w niedzielę to potwierdzenie niepodzielnego panowania na polskiej scenie politycznej - dodał w rozmowie z Onetem.
Szef IBRiS ocenił, że niska frekwencja w wyborach mogłaby być korzystna dla ubiegającego się o reelekcję Andrzeja Dudy. Twardych wyborców Andrzeja Dudy jest więcej niż twardych wyborców Rafała Trzaskowskiego - stwierdził. Komunikaty profrekwencyjne mogą się okazać skuteczne nie tylko na wsi. Choć teoretycznie potencjał mobilizacyjny jest tam ogromny. Rządzący nieprzypadkowo otwarcie mówią, że upominają się o Polskę, która jest pogardzana przez wielkie miasta - zauważył Duma.