Gdy w bramce pojawiła się grupka górników okazało się, że jeden z nich odkręcił czujnik metanu. Pytany dlaczego to zrobił wyjaśnił, że odkręcał na polecenie Wyższego Urzędu Górniczego, który zażądał jednego z czujników do badań. Jak sprawdzili reporterzy RMF FM, WUG przyznaje, że takie zdarzenie miało miejsce.
Uzyskaliśmy nieoficjalne potwierdzenie, że pracownik kopalni odkręcił czujnik po to, by go przekazać policji do badań. To kłóci się z relacją prokuratury. Jak nieoficjalnie dowiedział się Roman Osica, dopiero na wyraźne żądanie prokuratora pracownik oddał czujnik, który został zabezpieczony jako jeden z dowodów w śledztwie.
Wykręcanie czujnika to jednak nie jedyne dziwne wydarzenie towarzyszące tej tragedii. Ktoś miał również wprowadzić w błąd prokuratora mówiąc o obecności funkcjonariuszy ABW na terenie kopalni tuż po wybuchu. Okazało sie jednak, że nikogo z ABW tam nie było. Te wydarzenia zdaniem naszych rozmówców w prokuraturze wskazują, że komuś może zależeć na ukryciu pewnych informacji przed śledczymi.
Śledztwo w sprawie katastrofy w kopalni "Wujek Ruch Śląsk" prowadzi prokuratura w Katowicach. Pierwsze czynności związane z zebraniem materiałów wykonano już w piątek, w sobotę rozpoczęto sekcje zwłok ofiar katastrofy, rozpoczęły się też przesłuchania.
Wskutek katastrofy w rudzkiej części "Wujka" zmarło 13 górników. Według wstępnych ocen, katastrofę spowodował zapłon metanu w wyrobisku, na razie nie wiadomo co było jego przyczyną.