Razem z Edmundem Klichem do Moskwy poleci też jeden z członków polskiej komisji wyjaśniającej okoliczności katastrofy w Smoleńsku. W Moskwie nie będzie natomiast ministera spraw wewnętrznych i administracji Jerzego Millera.
We wtorek MAK rozpocznie prezentowanie nam projektu. Mamy na to dwa dni, w czwartek wracam do kraju. - powiedział Klich. Jak dodał, prawdopodobnie Rosjanie od razu przekażą projekt stronie polskiej. Podczas wizyty zacznie się również praca nad polskim stanowiskiem w sprawie raportu MAK.
Okoliczności tragedii 10 kwietnia wyjaśniają polska i rosyjska prokuratura. Przyczyny katastrofy badają również dwie komisje: rosyjski Międzynarodowy Komitet Lotniczy oraz polska Komisja Badania Wypadków Lotniczych.
Dwa miesiące później rosyjska komisja podała, że warunki atmosferyczne w Smoleńsku 10 kwietnia nie spełniały wymogów lądowania, o czym załoga tupolewa była informowana. MAK ustalił też, że w chwili katastrofy widoczność sięgała zaledwie 300-500 metrów, była mgła, a dolna granica chmur znajdowała się na poziomie 40-50 metrów.
Rosyjski komitet zakończył zbieranie informacji na temat katastrofy 23 września. Kiedy raport zostanie już opublikowany, zgodnie z Konwencją Chicagowską, Polska będzie miała dwa miesiące na przedstawienie swoich uwag.
Edmund Klich podkreśla, że w opracowaniu tego dokumentu będzie miał pewną autonomię, ale nie będzie jedynym, który będzie go przygotowywał. Głos w tej sprawie zabiorą również: komisja ministra Millera oraz komisja badania wypadków lotniczych przy ministrze infrastruktury.