Chcemy, aby Rosja przyznała się, że to było ludobójstwo, bo jeńcy wojenni chronieni byli konwencją wojenną - powiedziała córka jednego z zamordowanych w Miednoje Polaków.
Uczestnicy pikiety żądali, aby strona rosyjska przekazała Polsce ponad 22 tysiące akt osobowych polskich oficerów i cywilów, którzy zostali zamordowani w Katyniu, Charkowie i Miednoje. Przedstawiciele Komitetu Katyńskiego zaapelowali również do rosyjskich władz o ujawnienie listy winnych ludobójstwa i wskazanie nieznanych miejsc pochówku ponad 7 tys. pomordowanych.
Wkroczenie Armii Czerwonej do Polski było konsekwencją zawartego 23 sierpnia 1939 r. w Moskwie paktu Ribbentrop-Mołotow, który podzielił Polskę na strefy wpływów Niemiec i ZSRR.
Wiosną 1940 r. na podstawie decyzji władz radzieckich, rozstrzelano 22,5 tys. polskich oficerów, których Armia Czerwona wzięła do niewoli po wkroczeniu do Polski. Część z nich spoczywa na cmentarzach w Miednoje, Katyniu i Charkowie. Miejsca pochówku 7,3 tys. z nich są nadal nieznane.
Rosyjskie śledztwo w sprawie katyńskiej trwało 14 lat i zakończyło się we wrześniu ubiegłego roku. Rosjanie nikomu nie postawili zarzutów. Na wniosek Komitetu Katyńskiego IPN rozpoczął własne śledztwo w tej sprawie. Rosja zapowiedziała, że przekaże Polsce wszystkie akta swojego śledztwa. Jednak dotychczas tego nie zrobiła.