Prokuratorom nie udało się jednoznacznie ustalić, dlaczego pacjent otworzył drzwi helikoptera i wyskoczył. Nie dopatrzono się winy personelu lotniczego. Do sprawy nic nie wniosły zeznania pacjentów szpitala, którzy widzieli wypadek z odległości ponad 100 metrów.
Biegli ustalili, że pacjent mógł bez problemu wypiąć się z pasów i w czasie szamotaniny z lekarzem lub sanitariuszem mógł otworzyć drzwi maszyny. Nie wiadomo, czy agresywne zachowanie mężczyzny na pokładzie mogło być wynikiem wypadku na drodze.
Decyzja nie jest prawomocna, rodzina ofiary może złożyć zażalenie. Lekarz Lotniczego Pogotowia, który został ranny w czasie szamotaniny na pokładzie śmigłowca, nie będzie mógł pracować. Doznał wtedy skomplikowanego złamania nogi.