Po kolejnym ograniczeniu dostaw Ukraina będzie otrzymywała o 50 procent gazu mniej niż zaplanowano. Gazprom zapewnił jednak, że dostawy surowca dla innych europejskich odbiorców będą realizowane w pełnym rozmiarze. Według rosyjskiego monopolisty ukraiński Nafothaz ma do zapłaty 1,5 mld dolarów długu. Ukraińska spółka naftowa ogłosiła, że dysponuje zapasami gazu na co najmniej miesiąc.
Gazprom twierdzi, że Ukraina nie spłaciła długów. Kijów zarzuca koncernowi, że od grudnia nie płaci za tranzyt. Rosyjskie media oskarżają o nakręcanie gazowego konfliktu „żelazną Julię” i jej otoczenie. Zarzucają jej chęć przejęcia kontroli nad gazowym kranem, czyli ogromnymi pieniędzmi.
Sytuację ratować próbował prezydent Juszczenko, który przez telefon rozmawiał z Putinem. Efektów tej rozmowy jednak na razie nie ma, a Siergiej Kuprianow z Gazpromu raz po raz wzywa Ukraińców do rozmów. Media w Rosji sugerują także, że Tymoszenko doprowadzi do tego, że Gazprom urynkowi ceny za gaz. Cena 350 dolarów za 1000 metrów sześciennych oznaczałaby dla Ukrainy socjalny i ekonomiczny kryzys.
Rosyjski gaz, który płynie przez Ukrainę, na razie dociera do Polski bez przeszkód. Jak informuje Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo, w punkcie odbioru gazu na granicy polsko-ukraińskiej w Drozdowiczach nie odnotowano spadku ciśnienia.