Tymoszenko i Juszczenko są dziś nieprzejednanymi wrogami i największymi konkurentami w zaplanowanych na styczeń wyborach prezydenckich. Dlatego niedzielną rocznicę uczcili oddzielnie, występując wieczorem w przychylnych im stacjach telewizyjnych.
To święty dla mego narodu dzień: jesteśmy wolni. Naszej wolności nikt nam nie podarował. Dzisiaj musimy odpowiedzieć sobie na kolejne pytanie: czy jesteśmy wielkim państwem czy wielkim satelitą. Nasza droga do wolności dopiero się rozpoczęła - podkreślił podczas transmitowanego na żywo przez telewizję państwową wystąpienia w Ukraińskim Domu w Kijowie prezydent Juszczenko.
Jestem przekonana: Majdan nie poszedł na marne. (...) Ludzie nie stali na nim ani za Juszczenkę, ani za Janukowycza. Ludzie stali tam, broniąc siebie samych i broniąc Ukrainy - oznajmiła natomiast Tymoszenko w przemówieniu, transmitowanym przez stacje telewizyjne podczas mowy Juszczenki.
Według ukraińskich komentatorów, obecna niechęć Juszczenki do Tymoszenko jest tak silna, że - jeśli w drugiej turze wyborów prezydenckich zmierzy się ona z byłym premierem Wiktorem Janukowyczem - urzędujący prezydent poprze tego ostatniego. Tymoszenko nigdy nie stanie się prawdziwą Ukrainką, a z Janukowycza można Ukraińca zrobić - miał nawet powiedzieć kiedyś Juszczenko.
W wyznaczonych na styczeń wyborach obecny prezydent nie ma praktycznie szans na reelekcję. Sondaże dają mu dziś od 3 do 7 procent poparcia. Faworyt rankingów, Janukowycz, może liczyć na około 28 procent, a premier Tymoszenko na 20 procent głosów.
Pomarańczowa rewolucja rozpoczęła się 22 listopada 2004 roku. Protesty, które trwały 17 dni, wybuchły, gdy Centralna Komisja Wyborcza w Kijowie uznała, że drugą turę wyborów prezydenckich wygrał kandydat obozu władzy, ówczesny premier Wiktor Janukowycz. W rezultacie protestów głosowanie powtórzono, a zwyciężył w nim kandydat opozycji demokratycznej Wiktor Juszczenko. Pomarańczowy był kolorem jego kampanii wyborczej.
W niedzielę na Majdan przyszło około stu osób.