Boże, gdyby były tu proste odpowiedzi, to o ile by nam się wygodniej żyło. Niektórzy lubią manicheistyczne podejście do rzeczywistości: dobro kontra zło, czarne przeciw białemu. Ale Ci nieco mądrzejsi wiedzą, że świat jest w istocie szary, a tylko wiedza i kultura (to materialny i duchowy dorobek ludzkości oraz jego znajomość) pozwalają dostrzec rozmaite odcienie tej szarości. Wszystkim, którzy zapomnieli, chciałbym przypomnieć dla przykładu, że Platforma Obywatelska powstała wskutek "zdrady" przez trzech tenorów kolejno Unii Wolności i AWS, a prezes Kaczyński też już jest w czwartej (jeśli dobrze pamiętam) partii. Co do celebrytów, to znów warto przypomnieć, że celebrytką także była nazywana Lidia Geringer de Oedenberg, kolejny raz nominowana przez pismo "The Parliament" do tytułu najlepszej europarlamentarzystki. Ot, rzeczywistość nierozpoznana płata nam figle.
Jedyne, co zostanie po ostatnich tygodniach to Krym. To najpoważniejszy kryzys polityczny XXI wieku, dużo ważniejszy niż atak na World Trade Center. Wtedy było znacznie łatwiej, cały świat, wszystkie mocarstwa, poczuły się zagrożone. Putin, toczący wojnę o Czeczenię, też bał się terrorystów, więc chętnie współdziałał z innymi.
Dziś sam wystąpił w tej roli.
Nie mamy tu, niestety, dobrego wyjścia. Putin rządzi wedle ulubionej zasady naszej prawicy: oto kraj otoczony przez wrogów, ciągle zagrożony obcą kulturowo i mentalnie agresją, sam przeciw wszystkim. Musi zatem bronić się ze wszystkich sił. Furda to, że nie wypłacamy emerytur, nie funkcjonuje służba zdrowia, nie dojadamy itd. Najważniejsze nie dać się siłom zewnętrznym, które czyhają na naszą kulturę, religię i nasze narodowe bogactwa. Musimy bronić kraju i narodu, nawet naruszając prawa innych państw, występując przeciw "osi zła". Dlatego zwykli Rosjanie - chcąc nie chcąc - popierają taka filozofię polityczną, bo i też perspektyw na inną nie widzą.
Cóż na to my - Zachód. Możemy walnąć "z grubej rury". Dobrze zrobione sankcje ekonomiczne (ropa od Arabów, gaz też, plus z USA, surowce strategiczne z Afryki) położą Rosję gospodarczo na długie lata, jeśli nie na zawsze. Do tego polityka bojkotu politycznego wypchnie ją ze światowej sceny politycznej. Z drugiej strony, taka polityka wzmocni w krótkiej perspektywie Putina, potwierdzi jego filozofię: Rosja - ostoja tradycji i religii, sama przeciw wszystkim. Biedna, ale silna: tradycją, religią i armią.
Może zastosować zatem sankcje symboliczne. Nawiasem mówiąc, w tę stronę chyba trochę idzie, bo np. Austria i Dania niczym się nie przejmują, a Wielka Brytania milczy jak grób. Ale wtedy Putin zatrzyma się dopiero na Dnieprze. Zostanie kadłubkowa, nacjonalistyczna Ukraina, która rozpaczliwie będzie szukać swojego miejsca w Europie, choć najpopularniejszą filozofią społeczną będzie odmiana putinizmu czyli banderyzm. I wtedy zacznie się prawdziwy kłopot dla Europy, a dla nas przede wszystkim.
Ci ugarniturowani faceci z Zachodu tej perspektywy nie rozumieją. Nie pamiętają nacjonalizmu jako doktryny państwowej, a jeden zaprzyjaźniony Anglik nawet mnie pytał, gdzie leży Krym i co w nim takiego cennego, że Ukraina - przy dominującej obecności Rosjan - nie chce go oddać.
Oto do czego prowadzi manicheizm w polityce.
Trzeba nam zatem mądrej polityki "ukarania" Putina. Polityki robionej przy udziale Chin, aby pokazać Putinowi, że jego groźba, iż odwróci się od Zachodu i pójdzie na Wschód jest mało realna. Polityki budowania nowych elit rosyjskich i wspierania powstającego tam nieśmiało społeczeństwa obywatelskiego. To długi marsz i droga wyboista, ale innej chyba nie ma.