Intercity twierdzi, że w ten sposób walczy z konikami, którzy odsprzedają bilety z zyskiem. Poza tym kasjerka nie wie, ile biletów grupowych sprzedano na dany pociąg, spółka ułatwia więc sobie pracę i odsyła wszystkich z podaniami do jednej osoby w centrali firmy: Taką bazą danych dysponuje ograniczona liczba osób, właśnie po to, żeby wyeliminować i uniknąć jakiegokolwiek rodzaju nadużyć - tłumaczy Adrianna Chibowska z Intercity.
Jak przekonał się w kasie reporter RMF FM Paweł Świąder, system rodem z minionej epoki działa i ma się dobrze: