Kolejni stoczniowcy zapowiadają, że pójdą w ślady kolegi. Specustwa to jedno, a stracenie pracy z winy pracodawcy to inna sprawa - mówią:
Nikt nie miał skrupułów, żeby likwidować naszą stocznię. My nie mamy skrupułów, żeby żądać pieniędzy - podkreśla Zdzisław Kołodziejczyk ze związku zawodowego "Stoczniowiec":
Dodatkowych pieniędzy z pewnością domagać będą się również stoczniowcy z Gdyni.
Zapełnią się zatem portfele zwalnianych pracowników, a pusty pozostaje portfel zamówień Stoczni Szczecińskiej Nowa. Do końca maja zakład musi zdać statek dla holenderskiego armatora. Jest on już właściwie zbudowany. Wyposażany jest też statek dla rosyjskiego armatora. W powijakach jest natomiast budowa dwóch innych statków dla holenderskiego i rosyjskiego armatora. To właściciwie wszystko. Czy znajdą się kolejne zlecenia? Tego jeszcze nie wiadomo.
Zdaniem stoczniowców produkcja mogłaby ruszyć najwcześniej jesienią, jeśli nie dopiero na początku przyszłego roku. Musi wszystko kupić. Maszyny, nową technologię w stoczni. To wszystko zaczęło się sypać. Nikt nic nie wie. To jest wysprzedanie majątku i Szczecin zostanie wioską z tramwajami - jak słychać, nastroje mimo znalezienia inwestora nie są w mieście najlepsze.