Kreml śmieje się z sankcji, ale jak piszą "Wiedomosti", podobny los grozi każdej z rosyjskich linii lotniczych. Rosyjscy przewoźnicy są praktycznie całkowicie uzależnieni od współpracy z zachodnimi firmami.
Maksim Fietisow z Dobrolotu przyznaje, że to właśnie sankcje Unii Europejskiej doprowadziły do krachu. Uważamy, że to bezprecedensowe naciski naszych europejskich partnerów i jesteśmy zmuszeni wstrzymać loty i sprzedaż biletów - mówi Fietisow.
Jeszcze tydzień temu Rosjanie snuli plany, że Dobrolot w ciągu kilku lat będzie dysponował 40 samolotami i rozpocznie loty do Europy.
Zdaniem niezależnego eksperta lotniczego Andrieja Kramarienko, porażka Dobrolotu chociaż nie przyniesie poważnych strat Aerofłotowi, to jest dowodem na to, jak bardzo rosyjska ekonomia zależy od europejskich partnerów.
Dziennik "Kommiersant" sugeruje natomiast, że sankcje wobec Dobrolotu, to przemyślany krok. Krach tej linii nie przyniesie strat samej Europie, ponieważ linia zamierzała przez pierwsze dwa lata operować jedynie na rynku rosyjskim. Równocześnie europejskie linie pozbawiły się potencjalnego konkurenta.
(abs)