Na razie nie wiadomo dokładnie, na co urzędnicy wydawali pieniądze. Na Pawle Grasiu największe wrażenie zrobiły wydatki resortu rozwoju i to właśnie ich wyjaśnianie poszło na pierwszy ogień: To są karty, których praktycznie nie używają ministrowie, tylko urzędnicy, którzy spędzają mnóstwo czasu w Brukseli. Bilety lotnicze do najtańszych w końcu nie należą. Szkoda, że czas spędzony w Brukseli nie przekłada się na wydawanie unijnych środków.
Pozostałe wydatki z kart kredytowych będą sprawdzone. Niewykluczone, że po raz kolejny ich prześwietleniem zajmie się Julia Pitera. Ciekawe, czy będzie równie drobiazgowa, i jak w przypadku kontroli wydatków PiS na liście znajdzie się odpowiednik słynnego już dorsza za 7 złotych.