Rosyjski dyplomata skomentował w ten sposób w dzienniku "Izwiestija" środowe oświadczenie ambasadorów państw NATO. Wyrazili oni zaniepokojenie z powodu rosyjsko-białoruskich manewrów wojskowych, przeprowadzonych we wrześniu w pobliżu granic Polski. Według NATO, ćwiczenia te nie pasowały do obserwowanej poprawy w stosunkach politycznych i we współpracy między Sojuszem a Rosją.
Rogozin odrzucił te zarzuty. Podkreślił, że Rosja jeszcze w lipcu za pośrednictwem swojego przedstawiciela wojskowego w Brukseli przekazała NATO niezbędne informacje na temat planowanych manewrów. Wtedy nikt nie miał żadnych pytań. Jednak we wrześniu strona polska urządziła spektakl na ambasadorskim posiedzeniu Rady Rosja-NATO - skomentował.
Według Rogozina, w momencie przejęcia sterów w Sojuszu przez nowego sekretarza generalnego w relacjach między NATO a Rosją powstała atmosfera głębszej współpracy. Jednak jego zdaniem, nie wszyscy członkowie Sojuszu przyjęli tę zmianę z entuzjazmem. Dziwnie zachowuje się przede wszystkim szef polskiego MSZ Sikorski, który nie zdołał przekonać kolegów, iż to właśnie on powinien zasiąść w fotelu nowego sekretarza generalnego (…) Myślę, że człowiekowi jest po prostu przykro i że próbuje on teraz znaleźć jakieś nowe nisze. Ćwiczy rolę "łowczego" - oznajmił Rogozin.
Ćwiczenia "Zachód-2009" były jednymi z największych manewrów rosyjsko-białoruskich od rozpadu ZSRR. Ich celem było przećwiczenie współdziałania armii Rosji i Białorusi w odpieraniu agresji z Zachodu. Ich ostatnią fazę obserwowali prezydenci Rosji i Białorusi: Dmitrij Miedwiediew i Aleksander Łukaszenka.
Radosław Sikorski nazwał rosyjskie manewry w pobliżu polskiej granicy niepokojącymi. Wystosował w tej sprawie list do sekretarza generalnego NATO.