W polityce trudno wierzyć w przypadki. Wygląda to, że akcja "sprowokować marszałka sejmu" została rozpoczęta i to na dodatek wtedy, gdy Grzegorz Schetyna przypinał właśnie narty próbując miło rozpocząć urlop. Wszyscy wiedzą, że w tej rozgrywce nie chodzi o Jarosława Gowina, bo jego los wydaje się być przesądzony. Na słynnym zarządzie premier wprost powiedział, że nie zamierza tolerować krytyki ze strony posła z Krakowa i nie zawaha się podjąć najdrastyczniejszych kroków.
Pytanie czy marszałek wystąpiłby w obronie swojego człowieka czy nie czy dałby pretekst do skierowania wojsk przeciwko własnej osobie czy nie. Z moich informacji wynika, że druga strona tego konfliktu przyjęła strategię wyciszania i wytrzymania wiedząc, że Donaldowi Tuskowi brakuje amunicji do tego, aby z owego wewnętrznego starcia wyjść zwycięsko. Przynajmniej na razie…