To już drugi proces opiekunów 12-latka. Poprzednio zostali skazani pięć lat temu. Wyrok - rok i dwa miesiące więzienia - jest w sądzie apelacyjnym.
Adwokat ojca argumentuje, że chłopiec z powodu chorobliwej nadopiekuńczości najbliższej rodziny żyje jak w klatce, a jego rozwój się zatrzymał. Chłopcu zabroniono spotykać się z kolegami, chodzić do parafii, uprawiać sport i uczestniczyć w dodatkowych zajęciach szkolnych poza godzinami lekcji.
Kiedy przyszedł do pierwszej klasy - twierdzi adwokat ojca - miał sprawność motoryczną trzylatka; nie umiał nawet biegać, ponieważ nigdy mu na to nie pozwalano. Do szkoły, dodaje, chłopiec przynosił drugie śniadanie już podzielone na małe kęsy. Dlatego mężczyzna pozwał do sądu matkę i dziadków.