Zgodnie z przepisami prezydent, który jechał, aby odwiedzić rodzinę zamieszkałą na południe od stolicy, powinien zapłacić karę w ciągu pięciu dni. Prezydent uznał, że policjant słusznie wypisał mu mandat, zwłaszcza, że nie odbywał "oficjalnej podróży", lecz prywatną.
Kilkadziesiąt kilometrów dalej policja drogowa ponownie zatrzymała samochód prezydencki. Tym razem okazało się, że jego kierowca, któremu Lugo oddał kierownicę, ma przeterminowane prawo jazdy. Fernando Lugo w swych podróżach po kraju często sam prowadzi jeden z trzech jednakowych samochodów stanowiących kolumnę prezydencką.