Komisja Europejska przypomina, że jeżeli Polska nie zapłaci kary, to suma ta będzie potrącona z należnych jej funduszy, razem z karnymi odsetkami za zwłokę. Decyzję o tym kiedy KE odejmie tę sumę od funduszy przeznaczonych dla Polski podejmie osobiście szefowa KE, Ursula von der Leyen.
Wybór momentu, w którym zostaną podjęte działania w tej sprawie, to jest decyzja polityczna. Do tej pory nigdy się nie zdarzyło, żeby jakiś kraj nie zapłacił kary - mówi jeden z urzędników KE.
Karę trzeba będzie płacić aż do wydania ostatecznego wyroku ws. Turowa. Rozstrzygnięcia można się spodziewać dopiero na wiosnę. Na razie TSUE poinformował jedynie o tym, że rzecznik generalny TSUE wyda opinie w tej sprawie 3 lutego. Chyba, że wcześniej Czechy wycofają z TSUE skargę. Komisja nie otrzymała od władz polskich żadnych dowodów świadczących o zaprzestaniu wydobycia węgla brunatnego w Turowie - przekazała rzeczniczka KE.
Polsko-czeskie negocjacje dotyczące kopalni Turów rozpoczęły się w czerwcu. Prowadził je minister klimatu i środowiska Michał Kurtyka, a następnie Anna Moskwa. Przerwane 30 września rozmowy zostały wznowione 5 listopada br. Z uwagi na proces tworzenia się nowego rządu w Czechach nie były kontynuowane.
Czechy wniosły do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) skargę przeciwko Polsce w sprawie rozbudowy kopalni Turów pod koniec lutego. Jednocześnie domagały się zastosowania tzw. środka tymczasowego, czyli nakazu wstrzymania wydobycia. Strona czeska uważa, że rozbudowa kopalni zagraża dostępowi mieszkańców Liberca do wody; skarżą się oni także na hałas i pył związany z eksploatacją węgla brunatnego.
W maju Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, w odpowiedzi na wniosek Czech, nakazał natychmiastowe wstrzymanie wydobycia węgla w Turowie. 20 września TSUE postanowił, że Polska ma płacić Komisji Europejskiej karę 500 tys. euro dziennie za niewdrożenie środka tymczasowego i niezaprzestanie wydobycia węgla brunatnego w kopalni.