O bunkrach wiedziałem sporo. Kiedyś tu chodziłem, wędrowałem, ale to była taka turystyka niezorganizowana. Ze świeczkami się chodziło po tych tunelach. (…) Dzisiaj z latarkami i bardzo precyzyjnymi urządzeniami pomiarowymi - mówi sadownik.
Geodezja podziemna to odosobniony przypadek. Tutaj idziemy, tak jak we wszystkich bunkrach, właściwie po omacku - podkreśla jeden z geodetów.
Zbadane korytarze geodeci zamierzają przenieść na mapę. Wtedy sadownik będzie mógł wyznaczyć miejsce, w którym powstanie studnia.