Adwokaci Lwa Rywina nie składają broni. Wprawdzie wczoraj sąd przekonywał, że od decyzji o wsadzeniu go do więzienia nie ma już odwołania, ale już dziś sędzia Wojciech Małek wyjaśnia, że prawo jest mało precyzyjne i trzeba się będzie zastanowić, czy obrońcom Rywina przysługują jakieś odwołania czy nie. Czasem zdarza się, że strony wnoszą środek odwoławczy i sąd musi zdecydować, czy on przysługuje czy też nie - tłumaczy.
Adwokaci złożyli więc odwołanie, ale i skargę - przekonują, że Sąd Okręgowy w Warszawie, zamykając Rywina w więzieniu, złamał nakaz sądu wyższej instancji; sąd apelacyjny uwolnił Rywina zza krat i orzekł, że skazany producent filmowy może tam wrócić, ale po zbadaniu jego stanu zdrowia i po wyczerpaniu całej procedury odwoławczej. A - jak przekonują adwokaci Rywina - ani jedno, ani drugie nie miało miejsca. Przypominają także, że dziwnym trafem wsadzeni Rywina za kraty zbiegło się z tworzeniem rządu i nominacją nowego ministra sprawiedliwości.
Lew Rywin wczoraj po południu został doprowadzony do więzienia na warszawskim Mokotowie. Mieszka w zwyczajnej 3-osobowej celi, a lekarze z zakładu na Rakowieckiej orzekli, że nie ma potrzeby, by Lew Rywin musiał być umieszczony w więziennym szpitalu.