Na razie wiadomo tylko tyle, że badania będą obowiązkowe i bezpłatne. Rzecznik ministerstwa Piotr Olechno nie chciał powiedzieć nic więcej: Będzie wysłany ten projekt do konsultacji zewnętrznych. Mamy nadzieję, że na początku przyszłego roku wejdzie w życie. Za wcześnie na szczegóły - tyle oficjalnie usłyszeliśmy w Ministerstwie Zdrowia.
Jak się jednak dowiedziała nieoficjalnie nasza reporterka, za obowiązkowe badania mammograficzne i cytologiczne, prawdopodobnie nie będą płacić pracodawcy, ale Narodowy Fundusz Zdrowia. Taka propozycja spotka się na pewno z gigantycznym oporem płatnika, który wiecznie narzeka na brak pieniędzy. A regularne badania dla kilku milionów pracujących kobiet będą sporo kosztować.
W Małopolsce tylko 16 procent kobiet zdecydowało się na badania mammograficzne, refundowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Na Warmii i Mazurach NFZ do badań przesiewowych wytypował ponad 88 tysięcy kobiet. Do 1 września z tej możliwości skorzystała zaledwie co czwarta. Na cytologię zdecydowała się jedna piąta.
Jak sprawdziła nasza reporterka Barbara Zielińska, w niektórych wrocławskich przychodniach wcale nie jest łatwo dostać skierowanie na mammografię czy USG piersi. Czasami trzeba nawet użyć wielu argumentów:
Na Podlasiu do września do lekarzy zgłosiło się 25 procent kobiet. To najlepszy wynik spośród wszystkich województw, choć to i tak niewiele. Najgorzej jest w województwach śląskim i łódzkim. Tam piersi bada tylko co siódma kobieta. Jak tłumaczyły kobiety naszej reporterce Agnieszce Wyderce, to dlatego, że na konsultacje u onkologa w Łodzi trzeba czekać nawet 7 miesięcy:
Nasz reporter Piotr Świątkowski pytał natomiast poznanianki, czy przestrzegają zaleceń, które pomagają ustrzec się przed chorobą nowotworową: