Śledczy otrzymali zdjęcia od księdza Henryka Błaszczyka, który tuż po katastrofie poleciał do Moskwy z ówczesną minister zdrowia Ewą Kopacz. Był on jednym z niewielu Polaków mających dostęp do sal, w których odbyła się identyfikacja zwłok. Prywatnym aparatem fotograficznym dokumentował czynności przeprowadzane przez specjalistów.
Na wniosek jednego z pełnomocników rodzin ofiar katastrofy prokuratorzy zwrócili się do księdza o przekazanie zdjęć. To archiwum włączono do materiału dowodowego. Henryk Błaszczyk został też przesłuchany w Wojskowej Prokuraturze Garnizonowej w Olsztynie.
Jak nieoficjalnie dowiedział się reporter RMF FM, nowe zdjęcia potwierdzają to, co prokuratorzy ustalili już na podstawie innych materiałów.
W toku śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej, Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie uzyskała wiele zdjęć, pochodzących z różnych źródeł, przedstawiających stan ciał ofiar katastrofy samolotu TU 154 M nr 101 - poinformowali śledczy w oficjalnej odpowiedzi na pytania reportera RMF FM. Prokuratura posiada również zdjęcia przedstawiające ciała części ofiar katastrofy w trumnach.
Śledczy podkreślają, że ostatnie decyzje o kolejnych ekshumacjach nie zapadły w związku z analizą dokumentacji fotograficznej. Tłumaczą, że o zarządzeniu tych czynności zdecydowano po wnikliwym przestudiowaniu dokumentacji medycznej przesłanej przez Rosjan.
Prokuratura nie ujawniła, ciała których ofiar katastrofy mogły zostać zamienione. Poinformowała tylko, że ich rodziny zostały już powiadomione o planowanych ekshumacjach.
W Moskwie był niewystarczający, mały, zespół, ale był też zespół ludzi głęboko współczujących i chcących przyjść z rzetelną pomocą rodzinom. Było za mało patologów, było za mało może psychologów, było za mało zabezpieczenia naszych ministrów, którzy mogliby opierać się na naszej własnej informacji, a nie informacji pozyskiwanej od strony rosyjskiej. Byliśmy tam w niewystarczającej grupie - mówił duchowny. Dzisiaj wiem, że państwo polskie powinno nam pomóc w tym wszystkim. Pomóc rodzinom, powinno tej narodowej społeczności przyjść z konkretną pomocą. Sytuacja zaskoczyła nas wszystkich, może nikt nie wiedział, jak postępować. To było coś tak dramatycznego i tak paraliżującego, że na miarę tych skromnych środków staraliśmy się zrobić to, co jest najuczciwsze, najlepsze. Natomiast dzisiaj widzimy, że było nas tam wszystkich za mało - podkreślał.
Adwokat odniósł się też do wypowiedzi najbliższej rodziny Anny Walentynowicz, która stwierdziła, że w grobie legendarnej działaczki "Solidarności" było ciało innej osoby. To jest pewność rodziny, to jest pewność syna - Janusza Walentynowicza i wnuka - Piotra Walentynowicza. Apeluję do marszałek Kopacz, żeby zastanowiła się, co zrobiła rodzinie śp. Anny Walentynowicz - stwierdził. Jesteśmy na początku wyjaśniania przyczyn katastrofy smoleńskiej, gdyż to co się do tej pory działo to nie było rzetelne śledztwo - podsumował.