To nie dzieci, to nastoletni bandyci – mówią śląscy policjanci. Chłopcy byli brutalni, bili swoje ofiary i je zastraszali. Atakowali zarówno na przystankach autobusowych, jak i siłą wdzierali się do mieszkań, z których kradli co się dało. Skradzione rzeczy sprzedawali. Dopiero w styczniu jedna z ofiar zgłosiła się na policję. I to był przełom.
Jak ustalili policjanci, formalnym przywódcą grupy był najmłodszy z nich – 14-latek.
Dwóch nastolatków jeszcze dziś trafi do schroniska dla nieletnich, potem do poprawczaka. O losie kolejnej dwójki najprawdopodobniej jeszcze dziś zdecyduje sąd rodzinny.