Jak relacjonują, wszystko działo się bardzo szybko i dopiero dziś odczuwają emocje, które towarzyszyły im przy zatrzymywaniu mężczyzny. Już po obezwładnieniu, napastnik zachowywał się spokojnie i prosił tylko, żeby strażnicy go "dobili".
Funkcjonariusze udzielali też pierwszej pomocy ofiarom. U pana Rosiaka nic nie widzieliśmy, natomiast u tego drugiego pana - rozcięta szyja i wypływająca, pulsująca krew. Trzeba było zachować zimną krew, działaliśmy mechanicznie. Liczyła się każda minuta - opowiadają Arkadiusz Kazimierski i Maciej Zieliński.
Kiedy strażnicy wchodzili do biura, nie wiedzieli, że Ryszard C. ma przy sobie broń.