Pamiętam, jak kierownictwo lewicy ciągle mówiło, że trzeba się policzyć, że pierwsza tura służy policzeniu się właśnie. No to policzyliśmy się - mówił Leszek Miller w rozmowie z Onetem.
Rok temu Lewica miała w wyborach parlamentarnych 2 mln 300 tys. głosów, a dzisiaj Robert Biedroń ma ich 425 tys. Gdzie ci wyborcy sprzed roku poszli? Do kogo, po co i dlaczego? - pytał były premier. Na to pytanie trzeba poszukać poważnej, opartej o badania socjologiczne i polityczne odpowiedzi. Jeżeli kierownictwo Lewicy nie będzie chciało znaleźć tej odpowiedzi, to dalej będziemy we mgle - ostrzegł.
Nie wiem, co się stało, dlaczego tak się stało, czy mogło być lepiej. Robert Biedroń naprawdę ciężko pracował - ocenił Miller. Dlaczego ta propozycja nie chwyciła? Czemu wyborcy poszli do kogoś innego? Warto szukać odpowiedzi na to pytanie - zachęcał.