Nigdy wcześniej żaden polski piłkarz nie znalazł się w tak zaszczytnym gronie. Są oczywiście różne powody takiego stanu rzeczy. Np. Robert Lewandowski w tym wieku grał jeszcze w Lechu Poznań, a Jakub Błaszczykowski w Wiśle Kraków. Wojciech Szczęsny z kolei dopiero wchodził na dobre do bramki Arsenalu i nie znalazł uznania w oczach kapituły.
Arkadiusza Milika nominowano zaś przede wszystkim za wyczyny reprezentacyjne: ostatnie bramki w reprezentacji seniorskiej w meczach z Niemcami i Szkocją w eliminacjach Euro 2016, a także tytuł króla strzelców eliminacji młodzieżowych mistrzostw Europy. Nie może być innego uzasadnienia, skoro w klubach Milik dotąd nie błyszczał: nie przebił się w Bayerze Leverkusen i Augsburgu, także w Ajaxie Amsterdam jest na razie głównie rezerwowym, choć w lidze strzelił już trzy bramki, a w Pucharze Holandii - sześć w jednym meczu.
Kapituła złożona z dziennikarzy najważniejszych europejskich tytułów prasowych (grono stworzone na wzór tego, które kiedyś przyznawało "Złotą Piłkę" France Football) uznała jednak, że Milik jest graczem perspektywicznym, który w przyszłości może być ważnym aktorem na europejskiej scenie futbolowej - bo tak należy traktować nominację, która jest zazwyczaj wstępem do wielkiej kariery.
Nasz napastnik prawdopodobnie nie zdobędzie ostatecznie statuetki - za przeciwników ma np. Anglików Raheema Sterlinga czy Luke'a Shawa - ale już sama nominacja dla niego to duży splendor. Wszak tę nagrodę zdobywali w przeszłości m.in. Leo Messi, Cesc Fabregas, Sergio Aguero, Wayne Rooney, Mario Goetze, Isco czy ostatnio Paul Pogba.