Tak wyglądają statystyki drugiej ofensywy promowanej przez rząd. Pierwsza ruszyć miała jesienią 2008 roku. W porównaniu z hucznymi zapowiedziami skarlała, ale dała więcej widomych efektów.
Nazwany przez premiera "rewolucją październikową" ustawowy spust surówki, przynieść miał wysyp projektów upraszczających życie, reformujących służbę zdrowia, system emerytalny i procedury urzędnicze. Uproszczenie wyszło tak sobie. Część projektów, utknęła w sejmowych komisjach, gdzie umarła śmiercią naturalną. Część, np. słynne jedno okienko okazało się nie być jednym, ani tak atrakcyjnym jak zapowiadano.
Światło dzienne ujrzały łatwiejsze procedury odrolnienia miejskich gruntów. Reforma zdrowotna, choć uchwalona to potknęła się na prezydenckim wecie. Stała się dyżurnym przykładem tego jak Lech Kaczyński utrudnia życie rządowi. A największym osiągnięciem rewolucji okazała się reforma emerytur pomostowych, która do dziś przywoływana jest jako dowód tego, że przez ostatnie trzy lata rząd pracował ciężko i odważnie.