W wielu przypadkach na projekcje miały nie zgodzić się lokalne władze. „Metro” opisuje m.in. sytuację ze Świdnika: tam decyzję o zakazie wyświetlania „Kodu” miał podjąć sam burmistrz, zniechęcony jakoby recenzjami filmu. Kierownik kina musiał mu się podporządkować – obiekt pozostaje bowiem pod kontrolą miasta i z jego budżetu jest finansowany.
Mimo to „Kod da Vinci” potrzebował tylko 17 dni, by znaleźć się w dwudziestce najpopularniejszych filmów ostatnich 30 lat, wyświetlanych poza Stanami Zjednoczonymi.