Pierwszy raz od 13 lat nasza najlepsza biegaczka obchodziła urodziny w Polsce. Z tej okazji dostała od organizatorów wielki, 20-kilogramowy tort. Oczywiście biało-czerwony. Kibice odśpiewali jej gromkie "Sto lat". To jest wszystko bardzo wzruszające. Może tego po mnie nie widać, bo przez te lata nauczyłam się kontrolować emocje, ale to są bardzo miłe rzeczy. Dla takich chwil warto robić to wszystko - podkreślała. Urodzinowego tortu jednak nie spróbowała. To nie jest coś dla mnie najlepszego zaraz po biegu. Podwójną porcję zje za to moja mama - uśmiechnęła się.
Jutro Kowalczyk jedzie do Włoch, gdzie będzie się przygotowywać do zawodów w Toblach. Później czekają ją igrzyska olimpijskie w Soczi. Z kanadyjskiego Vancouver Polka przywiozła trzy medale, w tym złoty na 30 km "klasykiem". Cztery lata w życiu kobiety to bardzo dużo. Jestem zupełnie inną kobietą, mam inne priorytety. Jestem też inną sportsmenką, co nie znaczy, że gorszą - mówiła podopieczna Aleksandra Wierietielnego. Fajnie, że mi idzie, ale do Soczi jeszcze daleko. Jeżeli będę dobrze przygotowana i będę w formie, to mogę startować z "jedynką" bieg interwałowy i będzie dobrze. A jeżeli nie będzie dobrze z formą, to mi nawet ostatni numer nie pomoże - dodała.
Pytana przez dziennikarzy, czy w Soczi presja będzie mniejsza niż w Vancouver, odparła z uśmiechem: Wcale! Kilkudziesięciu dziennikarzy. Tysiące kibiców. Widzieliście, co tutaj się działo.
Początek igrzysk 7 lutego. Kowalczyk nie weźmie udziału w ceremonii otwarcia, bo kolejnego dnia czeka ją start - bieg łączony na 15 km.
(edbie)