Rocznie na świecie umiera na grypę średnio od 290 tysięcy do 650 tysięcy osób. Dane z 71 krajów wskazują, że tradycyjnie maksimum sezonu grypowego przypadło na półkuli północnej na luty, ale spadek liczby przypadków został potem znacznie przyspieszony. W związku z wprowadzonymi w obliczu ogłoszonej przez WHO 11 marca pandemii koronawirusa ograniczeniami, zwiększeniem dystansu społecznego, czy stosowanym w szeregu krajów lockdownem, liczba potwierdzonych laboratoryjnie zachorowań na grypę ostro spadła już na początku kwietnia. To oznacza, że na grypę mogło umrzeć w tym roku kilkadziesiąt tysięcy osób mniej, niż przeciętnie. Trudno jednak na razie precyzyjnie określić tę liczbę, bo statystyki zakłóca liczba śmiertelnych przypadków Covid-19.
Dokładna analiza zachorowań na grypę i inne choroby zakaźne może także pomóc w ocenie skuteczności działań podjętych w obliczu pandemii koronawirusa. Dane zebrane w bazie monitoringu grypy FluNet wskazują na to, że jeszcze w styczniu zanosiło się na bardzo poważne uderzenie tej choroby, być może najsilniejsze od dziesięcioleci. W ciągu kilku tygodni sytuacja drastycznie się jednak zmieniła. Dane z Nowego Jorku wskazują np., że sezon grypowy zaczął się wcześniej, ale potem liczba przypadków zaczęła gwałtownie spadać i zakończył się 5 tygodni wcześniej niż zwykle. W Hongkongu sezon grypowy był o niemal dwie trzecie krótszy od przeciętnej z 5 poprzednich lat i przyniósł porównywalny spadek liczby potwierdzonych przypadków śmiertelnych. Podobny efekt obserwowano tam w 2003 roku, w czasie epidemii SARS.
Światowa Organizacja Zdrowia nie wyklucza przy tym, że liczba zdiagnozowanych przypadków grypy mogła być w ciągu kolejnych miesięcy zaniżona, bo osoby z łagodniejszymi objawami mogły unikać zgłaszania się do lekarza. Zdaniem WHO wydaje się jednak pewne, że podjęte wobec pandemii działania, dystans społeczny, ograniczenie podróży, czy także wzmożona dbałość o higienę rąk i dezynfekowanie powierzchni, musiały pomóc rozprzestrzenianie grypy ograniczyć.
Naukowcy z University of Hong Kong piszą na łamach czasopisma "BMJ", że rozwój innych chorób zakaźnych, w związku z działaniami przeciw koronawirusowi, także się zatrzymał. Liczba przypadków wietrznej grypy spadłą o połowę do trzech czwartych, liczba nowych zachorowań na odrę i różyczkę zmniejszyła się do poziomu najniższego co najmniej od 2016 roku. Naukowcy nie mają wątpliwości, że to skutek zamknięcia szkół i przedszkoli.
Nieco inaczej może wyglądać sytuacja z chorobami przenoszonymi droga płciową. Owszem lockdown może przyczynić się do zmniejszenia liczby nowych przypadków, ale równoczesne ograniczenia możliwości diagnostyki i terapii mogą w sumie pogorszyć sytuację. Jeszcze większe obawy dotyczą gruźlicy. Praktyczne wstrzymanie programów terapii może przynieść tu bardzo poważne skutki.
Zdaniem walczącej z gruźlicą międzynarodowej organizacji Stop TB Partnership, ograniczenia towarzyszące 3 miesiącom lockdownu i 10 miesiącom powrotu do normalności mogą sprawić, że z powodu gruźlicy w ciągu kolejnych 5 lat może umrzeć na świecie dodatkowo nawet 1,37 miliona osób.