Jak ustalił nasz dziennikarz, na razie Krajowe Biuro Wyborcze chce walczyć o te pieniądze drogą polubowną: autorzy systemu najpóźniej jutro mają dostać odpowiednie pismo. Gdyby jednak nie chcieli wypłacić KBW rekompensaty, sprawa najprawdopodobniej trafi do sądu.
System do obsługi wyborów kosztował Biuro 470 tysięcy złotych. KBW domaga się jednak 250 tysięcy złotych rekompensaty, bo - jak usłyszał od jego przedstawicieli Paweł Balinowski - niektóre elementy systemu mimo wszystko funkcjonowały sprawnie, a zgodnie z umową kary można naliczyć tylko za to, co nie działało.
Przypomnijmy, że śledztwo ws. wyborczego skandalu prowadzi warszawska prokuratura okręgowa, która na początku listopada postawiła zarzuty byłemu wicedyrektorowi KBW Romualdowi D. Według śledczych, to on zarekomendował użycie systemu, mimo że program nie przeszedł z powodzeniem testów i był niekompletny. Były wicedyrektor usłyszał zarzuty nieumyślnego niedopełnienia obowiązków i wyrządzenia istotnej szkody, za co grozi do 2 lat więzienia.
Romuald D. nie przyznał się do winy.
(edbie)