Kiedy wsłuchać się w słowa premiera, można być w nie lada rozterce. Donald Tusk ogłaszając sukces rządu w postaci podpisania długoterminowego kontraktu na dostawy do Polski skroplonego gazu z Kataru ujawnił, że ta umowa to wynik swoistego układu – weźmiemy od was gaz, jeśli kupicie upadające stocznie. Z góry założyliśmy, że przygotowujemy projekt nie na jedną rzecz – on zresztą prawdopodobnie by nie wypalił. Nie oszukujmy się. Gdyby nie zaangażowanie w kwestię gazu, gdyby nie gaz, nie byłoby zainteresowania stoczniami - mówił premier.
Po klęsce ze sprzedażą stoczni premier dokonał niebywałej wolty: Trudno było liczyć na wdzięczność ze strony Kataru za gaz. Nie wiązaliśmy tych dwóch rzeczy. Powiązanie jednak tych dwóch wypowiedzi nie pomaga w wyjaśnieniu, dlaczego rządowi tak bardzo zależało, by przetarg na stocznie wygrał katarski inwestor.