Analiza podziękowań wygłaszanych na rozmaitych galach to moje małe hobby. Ciekawe: na ile sposobów można powiedzieć o tym, że się jest wzruszonym, że się nie spodziewało i że się wyraża wdzięczność rodzinie. Szczególnie jeśli - tak jak zasugerowano przez głośniki tuż przed galą Fryderyków - swoją przemową można zająć tylko 30 sekund. Chociaż akurat z tym Dawid Podsiadło nie miał kłopotu, bo zamiast kwiecistych przemów woli szybkie równoważniki i pauzy.
W pierwszym wejściu (nagroda za Album Roku) powiedział "Fajnie" i podziękował mamie, bratu i dziewczynie Ewelinie oraz zapowiedział, że idzie zemdleć.
Oj!
Nie zdążył, bo już za chwilę znowu był na scenie. W drugim wejściu (nagroda za Utwór Roku - czyli "Trójkąty i kwadraty") też powtórzył słowo "fajnie" i rozbrajająco wyznał, że już za tym - nagrodzonym - utworem nie przepada.
Znowu nas zaintrygował.
Za trzecim razem (nagroda za Debiut Roku): podziękował jeszcze raz mamie ("wszystko zawdzięczam jej") i zaproponował: "bawmy się dalej".
Co też czyniono.
Wreszcie za czwartym wyjściem na scenę, w momencie kulminacyjnym (kategoria Artysta Roku) powiedział: "No to ładnie". I chwilę pomilczawszy, stwierdził, że czasami dobrze jest... pomilczeć. Na koniec zapowiedział, że to będzie długa i pewnie niezdrowa noc i podziękował tym, którzy wspierają legalną kulturę.
Nie jest łatwo odbierać nagrody. Może kiedyś powstanie o tym piosenka?
Znacznie łatwiej jest za to gratulować, więc składam gratulacje dla Dawida i całej ekipy ludzi, która pracowała na jego sukcesy.
PS: Włodek Pawlik odbierając nagrodę jako Artysta Roku powiedział pięknie i prosto, że muzyka nas łączy. I że kiedyś było piękne słowo "miłośnicy", a teraz mówi się fani.
Panie Włodku, po wczorajszym Pana graniu z Randy Breckerem i cudownymi "Calisianami" stanowczo jestem miłośniczką!