Przy okazji Narodowego Testu Słuchu Polaków reporterka RMF FM Agnieszka Wyderka postanowiła sprawdzić, jak niebezpieczne może być dla naszych uszu głośne dopingowanie biało-czerwonych. O pomoc poprosiliśmy fachowców, czyli protetyków słuchu.
Na początek - test trąbki stadionowej, która wydaje głośne i przede wszystkim wysokie, drażniące dźwięki. Wuwuzele i trąbki są szczególnie niebezpieczne, ponieważ jest to dźwięk o natężeniu ponad 125 decybeli - przestrzega protetyk słuchu Piotr Miller. Proszę zobaczyć - przy pomiarze dźwięku tylko jednego takiego urządzenia nasz czytnik zarejestrował 130 decybeli. To jest hałas, który generuje startujący odrzutowiec. A co najgorsze, po ustaniu pisku w uszach nadal nam dźwięczy - tłumaczy specjalista.
Na meczu oglądanym na żywo ten dźwięk będzie pomnożony w tysiącach i wzmocniony okrzykami i śpiewem kibiców. Nasz słuch w takiej sytuacji mogą uratować tak zwane ochronniki słuchu, które będą przepuszczać ludzki głos (wtedy będziemy słyszeć rozmówcę), a blokować głośne dźwięki, czyli m.in. trąbki.
Mniejsze ryzyko niesie ze sobą oglądanie meczu w domu. Na pewno ta szkodliwość dla słuchu będzie mniejsza w domu niż na stadionie - przyznaje protetyk słuchu Michał Krzyżtofiak. Istnieje jednak pewne niebezpieczeństwo, gdy telewizor będzie rozkręcony na cały regulator i będziemy w hałasie przez półtorej godziny. W domu też uważajmy na te wszystkie trąbki, wuwuzele i wszelkiego rodzaju dodatkowe gadżety. Jeżeli kibicujemy, to róbmy to z rozsądkiem, z głową - apeluje.
Po piłkarskim meczu na żywo nasze uszy potrzebują na powrót do pełnej sprawności trzech dni. Po długim przebywaniu w hałasie dajmy im więc odpocząć. Najlepiej zrobić to na spacerze w parku, w lesie, słuchając śpiewu ptaków - radzą specjaliści.
Z badań wykonanych w ubiegłym roku wynika, że ze słuchem Polaków jest coraz gorzej. Z chorobami słuchu zmagają się nawet cztery miliony osób.