Dziś złożył pisemne wyjaśnienia. Ministrowi Wiecheckiemu one jednak nie wystarczyły. Co więcej rozczarowały go. Dyrektor nie padał żadnych szczegółów kontraktu, a minister chciałby np. poznać nazwę firmy, która statek wyczarterowała i zakres jej robót. O tym w faksie od szefa instytutu nie ma ani słowa.
Minister nie przyjmuje też tłumaczeń dyrektora Osowskiego, który mówi, że aby utrzymać swoją badawczo-naukową placówkę, musi podpisywać komercyjne kontrakty. Panu dyrektorowi chyba coś się pomyliło, jeżeli wynajmuje statek i jednocześnie nie interesuje go nic innego tylko pieniądze. W takim razie musi się zastanowić nad swoim dalszym funkcjonowaniem.
Dyrektor będzie się więc musiał jutro tłumaczyć. Jeśli ministra nie przekona, to grozi mu dymisja, a instytutowi to, że każdy podpisywany przez placówkę kontrakt czy umowa trafi pod lupę Ministerstwa Gospodarki Morskiej.