Ministrowi powiedziałem, że przyznaję się do błędu, ale tylko w sensie miejsca i czasu, okoliczności mojej wypowiedzi. A minister mówi, że przyznałem się do błędu. On rozegrał swoją kartę, politycy się dogadali. A jak ja miałbym spojrzeć żołnierzom w oczy? Ja zdania nie zmieniłem, to co powiedziałem jest prawdą. Jako żołnierz nie mam wyjścia, odchodzę, temat zamykam - powiedział natomiast generał. Ocenił jako "wielkie nadużycie" słowa Klicha.
Wygląda na to, że konflikt przebiega właśnie na linii wojskowy-cywil, albo nawet wojskowy-polityk. Minister Klich deklaruje zdumienie zachowaniem generała, a sam Skrzypczak tak komentuje sprawę: Politycy się dogadają, a generała poświęcą. Dowódca, szczególnie ten, który był na wojnie, traktuje swoich żołnierzy jak matka dzieci. Cywil tego nie rozumie – tłumaczył reporterce RMF FM Agnieszce Witkowicz, generał Stanisław Koziej: Uważam, że świadomie zaryzykował. Świadomie poświęcił się dla swoich żołnierzy.
W grę wchodzą więc żołnierski honor i polityczna próba załagodzenia konfliktu. Szkoda tylko, że w tej rozgrywce zapomniano o merytorycznej stronie całego sporu. Poszło o braki w uzbrojeniu żołnierzy w Afganistanie. Co zrobiono w tej sprawie? Rząd przyjął pełen deklaracji pakiet afgański. No ale to na razie tylko papier, a nie helikopter.