Tusk miał specjalnie przesunąć decyzję w sprawie Drzewieckiego na wtorek, by zbadać opinię publiczną - czego ta chce w tej sytuacji - a także sprawdzić, jak zmienią się notowania Platformy po wyrzuceniu szefa CBA. Ponadto właśnie we wtorek Kamiński usłyszy prokuratorski zarzut, który może być pretekstem do usunięcia go ze stanowiska.
Już na sobotniej konferencji prasowej Donald Tusk nie krył niezadowolenia z działalności Mariusza Kamińskiego. Nie mogę i nie dopuszczę do tego, aby Centralne Biuro Antykorupcyjne było narzędziem w walce politycznej w rękach jednej z partii politycznych - podkreślił:
W takim przypadku premier musi jednak wystąpić o opinię między innymi prezydenta. Jest jeszcze jedna możliwość. Po postawieniu zarzutów rzeszowski prokurator mógłby też w ramach tak zwanych środków zapobiegawczych zawiesić Mariusza Kamińskiego w obowiązkach. W takim wypadku premier mógłby zastąpić go wyznaczoną przez siebie osobą bez konieczności pytania kogokolwiek o opinię.
Połączenie tych dwóch dymisji jest rzeczywiście dobrym tropem, bo premier może powiedzieć: Zwalniam Kamińskiego nie za to, że wykrył Drzewieckiego i Chlebowskiego i podsłuchiwał Sobiesiaka, tylko za to, że nadużył władzy przy okazji posłanki Sawickiej, później jeszcze Weroniki Pazury, plus ma jeszcze ten zarzut. Na tym stanowisku zarzut prokuratorski dyskwalifikuje - komentuje informacje naszego reportera politolog Olgierd Annusewicz, specjalista ds. wizerunku:
W czwartek "Rzeczpospolita" podała, że w piśmie dotyczącym prac nad zmianami w tzw. ustawie hazardowej Centralne Biuro Antykorupcyjne ostrzegło prezydenta, premiera, a także władze Sejmu i Senatu, że na tych zmianach budżet państwa może stracić 469 milionów złotych. Taka kwota miała pochodzić z dopłat nałożonych na firmy hazardowe, ale - według gazety - o skreślenie z projektu zapisu o dopłatach mieli zabiegać u polityków Platformy Obywatelskiej dolnośląscy biznesmeni - Ryszard Sobiesiak i Jan Kosek. Zdaniem dziennika, zamieszani w sprawę politycy to: dotychczasowy szef klubu parlamentarnego PO Zbigniew Chlebowski i minister sportu Mirosław Drzewiecki. "Rzeczpospolita" podała, że obaj mieli lobbować w interesie firm hazardowych.