Nawet w takim dniu trzeba dbać o linię!! Nie biegam w tłusty czwartek do cukierni. Przyznam jednak, że dziś nie odmówiłam sobie przyjemności skosztowania świeżego tłustego wypieku. Ale później biegnę na siłownię!!
Ja zjadłem już sześć - na leżąco. Rano, jeszcze w pieleszach, sprawdzałem najnowsze informacje na rmf24.pl i słuchałem radia RMF FM. Wtem! Wraca moja żona z cukierni. Od razu nałożyłem sobie cztery i pożarłem popijając kawę z mleczkiem. Po chwili dołożyłem jeszcze dwa. Razem sześć. W pracy zjem jeszcze dwa, bo ósemka to moja ulubiona liczba. Ósemka na leżąco to symbol nieskończoności ∞.
W nieskończoność mógłbym jeść pączki na leżąco. Oto moja okrągła buźka, kiedy leżę i się zajadam :-)
8 x 300 cal to 2400 kalorii, Bogdan litości!!! Kiedy Ty to spalisz i jak? Jednego pączka "zrzucasz" podczas dwugodzinnego spaceru, godzinnego marszu albo półgodzinnego intensywnego biegania.
Dasz radę? Jest jeszcze opcja - czytanie - 720 minut!!
Wybieram spacer i podnoszenie ciężarów - z pokoju do pokoju ze stertą książek w rękach. A potem leżę i czytam, aż schudnę. A jak wstanę... Znasz taki rysunkowy dowcip Sławomira Mrożka? Facet leży i myśli buńczucznie. Odgraża się. W dymku nad jego głową słowa: JAK WSTANĘ...! Człowiek wyobraża sobie Bóg wie co. A na następnym obrazku facet dalej leży, a w dymku: JAK WSTANĘ... TO SIĘ POŁOŻĘ! To jestem ja :)
Ja tam twierdzę, że nikt nie będzie mi nakazywał kiedy i ile mam jeść. Szanuję oczywiście tradycję, zwyczaje, ale uważam, że nie można nimi tłumaczyć braku umiaru. I wiesz, chyba miałbyś wielkie szanse we wszelakich konkursach jedzenia pączków: w ilości niezliczonej, na czas, bez oblizywania się, tylko ustami etc... Tylko musiałbyś raczej wstać:)
Właśnie zjadłem ósmego. Pozdrawiam Darka Maciborka, który ze słynnej cukierni w jego rodzinnym Oświęcimiu przytaszczył wielką paletę tamtejszych cudeniek. To są pączki wzorcowe. Powinny trafić do Sèvres pod Paryżem. Z mięciuchną, słodką skórką pomarańczową na wierzchu, z prawdziwą różą w środku, różą mistyczną! W to mi (g)raj! Jestem w raju. A na czyściec, czyli dietę, daję sobie czas. Najpierw masa, rzeźba potem :-)